czwartek, sierpnia 04, 2011

12 dni

Tak zostało mi 12 dni do wyjazdu... Prawdę mówiąc mam teraz tyle na głowie, że nie wiem nawet od czego zacząć.... to może zacznę od tego, że około 2 tyg. temu dostałam paczkę powitalną z Alaski od mojej YEO, oraz całą dokumentację. W ogóle nie spodziewałam się jakiejkolwiek paczki powitalnej, pierwszą moją myślą jak zadzwonił domofon i listonosz powiedział, że ma dla mnie paczkę było, że to od dziadka z Francji, ale ku mojemu zdziwieniu ujrzałam paczkę z USA, a w środku koszulka, miejscowe wyroby czyli kawa i trufle, dziennik i czasopismo opisujące miasto, oraz społeczność. Naprawdę bardzo miła i sympatyczna rzecz dla stresującego się wymieńca. :)
Kolejna sprawa to upragniona wiza, a więc dnia 21.07 około godziny 9 w krakowskim konsulacie przyznano mi wizę J-1, rozmawiałam z bardzo miłym panem konsulem, zaskoczył mnie tym, że nie chciał on rozmawiać po angielsku lecz po polsku, ponieważ bardzo chce nauczyć się polskiego :) Tak naprawdę to czekanie i oglądanie filmu przyrodniczego w poczekalni jest bardziej stresujące niż cała rozmowa :P, człowiek się stresuje nie wie co ze sobą zrobić, a potem nagle po minucie rozmowy, przemiły konsul żegna słowami "dosztala paani wisze"- tak mniej więcej to brzmiało :)
Potem był wyjazd na żagle, który naprawdę bardzo odstresował mnie oraz sprawił, że chociaż przez ten tydzień nie myślałam o pakowaniu i tych innych duperelach. Naprawdę spędzenie tygodnia ze świetnymi znajomymi, których zna się od urodzenia pomaga niesamowicie.
A wracając jeszcze do spraw związanych z wyjazdem to chyba już wszystko mam kupione lub załatwione, więc zostaje "tylko" pakowanie oraz pożegnania...



To do napisania :)

3 komentarze:

  1. Film przyrodniczy fuck yeah! No i fakt ,że oglądasz go jakieś 5 razy bo trwa z 5 min :P

    OdpowiedzUsuń