niedziela, stycznia 02, 2011

Wszystko co potrzebne do wyjaśnienia tego niezwykłego zamieszania.. :)

No i zaczął się rok 2011! Rok wielkich oczekiwań i mam nadzieję, że małych rozczarowań... Aktualnie czekam na odpowiedź z Rotary dotyczącą mojego przyszłego życia... a mianowicie oczekuję odpowiedzi czy zostałam zakwalifikowana na roczną wymianę uczniowską do USA. Ale może zacznę od początku:
Moje zainteresowanie wymianą rozpoczęło się już w sierpniu 2009 roku, kiedy to po prostu szukając informacji na temat życia czy studiowania w Stanach Zjednoczonych, trafiłam na stronę Rotary Youth Exchange, następnie szukając, natrafiałam na coraz więcej stron oferujących taką roczną wymianę ( Almatur, Perfect, Foster i wiele innych). Mniej więcej we wrześniu 2009 roku kiedy już byłam oczytana w tym temacie znalazłam forum na gronie dotyczące właśnie rocznego pobytu w USA, od tego czasu forum na gronie stało się moją biblią, wchodziłam tam codziennie bacznie obserwując rozmowy przyszłych, obecnych, oraz byłych wymieńców i zadając również swoje pytania, dowiadywałam się więcej, więcej i więcej na temat programu wymiany. Kiedy wspominałam na ten temat rodzicom oni zbywali mnie swoimi bagatelizującymi komentarzami, aż w końcu po długim czasie napastowań ich z mojej strony powiedzieli, że jeżeli nie przejdzie mi do przyszłego roku ( czyli mniej więcej lipiec 2010) to wtedy porozmawiamy,. Ja dostosowałam się do ich warunku wykorzystując ten czas dalej na dowiadywanie się coraz więcej na ten temat. Temat z powrotem poruszyłam w lipcu 2010 roku, kiedy dowiedziałam się, że zostałam przyjęta do mojego upragnionego liceum na wymarzony profil (czyli w moim przypadku profil medyczny biol-chem-fiz) wydaje mi się, że na tamten czas trudniej było przekonać mojego tatę niż mamę ale w końcowej fazie czyli we wrześniu stwierdziłam, że poziom trudności w przekonywaniu ich był taki sam. Ale udało się rodzice zostali przekonani, następnym etapem było skontaktowanie się z moim miejscowym klubem Rotary, nie było łatwo kontaktu szukałam, aż u głównego Pana zajmującego się wymianą w Polsce, jednak wszystko ułożyło się dobrze i wysłałam swoje wstępne zgłoszenie do Klubu Rotary w moim mieście. Na odpowiedź czekałam 3 tygodnie w ciągu których zdążyłam już stracić nadzieję, że kiedykolwiek zrealizuję swoje marzenie, na duchu podtrzymywała mnie moja kochana A., aż w końcu doczekałam się e-maila zwrotnego i zaczęło się przyszedł do mojego domu Pan z miejscowego klubu Rotary, wyjaśnił co i jak i nakazał wypełnianie aplikacji aby oddać mu ją jak najszybciej. Wypełnianie aplikacji to był pikuś, list napisałam szybko, mój tata w imieniu swoim i mojej mamy również napisał w oka mgnieniu, wizyta u lekarza oraz dentystki była formalnością, najdłużej czekałam aż moja wychowawczyni wypisze mi opinie oraz na przetłumaczenie świadectwa, ale wypełnianie i kompletowanie aplikacji mogę uznać za nie najtrudniejsze zadanie. Skompletowaną aplikację oddałam 16.12.2010 r. i od tego właśnie czasu czekam na jakiekolwiek informację, czy zostałam zakwalifikowana, czy też nie. Następny post najprawdopodobniej będzie zawierał wiadomość czy zostałam zakwalifikowana, bądź nie... a teraz muszę skoncentrować się na szkole ponieważ zostają wystawiane oceny śródroczne ( mam nadzieję, że dam radę to zrobić..). :P 

Pozostaje tylko wykończenie tego posta blogowym pożegnaniem "Do napisania"!!

1 komentarz:

  1. Damy radę :D No z ocenami może być różnie ale damy radę! No i *TY* nie umiesz pisać? Oszukiwałaś mnie ! :D

    Wiesz co?

    Lecimy za ocean za jakieś 7 miesięcy :3

    OdpowiedzUsuń